"Monsters. Pieśni Morderczyń"

24.05.2013 12:26, ,

10 maja w Teatrze Rampa został wystawiony muzyczny spektakl teatralny „MONSTERS. PIEŚNI MORDERCZYŃ”. Autorem scenariusza oraz reżyserem jest Robert Talarczyk, natomiast za scenografię odpowiada Bartosz Skoczkowski.

„Monsters…” jest historią słynnych morderczyń. Są to między innymi: Belle Gunness, Aileen Wuornos (bohaterka oscarowego filmu Monster) czy Brenda Spencer. Postacie te stały się ikonami obecnego świata kultury masowej. W tych rolach wystąpiły: Małgorzata Duda-Kozera, Ewa Lorska, Dominika Łakomska oraz Dorota Osińska.

Spektakl w niezwykły sposób ukazuje motywacje i aspekt psychologiczny popełnianych zbrodni. Dlaczego tak delikatna i z pozoru niewinna postać jak kobieta podejmuje się takiego czynu? Dlaczego staje się nieczułym potworem, pozbawionym chociażby cienia empatii? Na te pytania „Monsters” próbuje odpowiedzieć. Wydaje mi się jednak, że głównym tematem, który został poruszony jest to, w jaki sposób dzisiejszy świat postrzega tytułowego potwora. Nie jest on potępiany, wypierany ze świadomości społeczeństwa, a raczej czczony i sakralizowany. Popkultura w pewnym stopniu narzuca nam nowy typ bohatera, którego warto uczynić główną postacią w książkach czy filmach.

Warto zwrócić uwagę na ogromne talenty zarówno aktorskie jak i wokalne. Partie śpiewane, dopracowane do perfekcji, sprawiają, że widz czuje dreszcze. Wykonywane są utwory autorstwa Nicka Cave’a, Boba Geldofa oraz Toma Waitsa oraz stworzone specjalnie na potrzeby spektaklu – Renaty Przemyk, a producentem muzycznym jest Przemysław Sokół. Pierwsze skrzypce, według mnie, odgrywa także choreografia Jakuba Lewandowskiego, która niesamowicie współgra nie tylko z muzyką, ale także, a może przede wszystkim, z tekstem zarówno partii śpiewanych jak i mówionych. Efektowne i dobrze dobrane są także kostiumy bohaterek, za które odpowiada Barbara Malinka.

Ten niezwykle widowiskowy spektakl sprawia, że po opuszczeniu sali teatralnej widz wychodzi odmieniony: zszokowany, zamyślony czy też po prostu rozbawiony. Pewne jest jedno – „Monsters…” wyzwala emocje i uczucia, otwiera oczy na to, co dotychczas było pokazywane z zupełnie odmiennej perspektywy. Imponująca gra świateł, muzyka, choreografia – to wszystko sprawia, że ten spektakl chce się zobaczyć jeszcze raz, ponownie przeżyć ten dreszczyk emocji, wysłuchać pięknie wykonanych pieśni i na te 120 minut oderwać się od codzienności, przenieść w inny, magiczny świat teatru.

Rozmowa z Dorotą Osińską , aktorką grającą w spektaklu:

Justyna Baran: Czy wcielanie się w wiele postaci jednocześnie jest problemem?

Dorota Osińska: Nie jest to łatwe, ale bardzo ciekawe doświadczenie. Pierwszy raz się z takim doświadczeniem zmierzyłam w tym spektaklu i w sumie bardzo mi się podoba, że tak mogłam się pobawić.

Justyna: Spektakl „Monsters…“ - dlaczego taki tytuł, czy ma on coś sugerować widzowi?

Dorota: Myślę, że reżyserowi trzeba by to pytanie zadać, ale mnie się wydaje, że to jest nawiązanie do słynnego filmu „Monster“. Podejrzewam, że to trochę miał być chwyt marketingowy, ale mam wrażenie, że ponieważ to się nazywa „Monsters“, „Pieśni morderczyń“ w dodatku, to trochę odstrasza to ludzi. Mam wrażenie, że ludzie się boją przyjść, a to jest naprawdę fajny spektakl.

Justyna: Czy mężczyźni rządzą światem? Jak odpowiedziałabyś na to pytanie?

Dorota: Jednak tak (śmiech), myślę, że jednak tak. Moim światem rządzą. Mam w domu samych facetów i czuję się rzeczywiście przez nich w stu procentach zdominowana. W rządzie też większość facetów, w Kościele faceci, wszędzie faceci (śmiech). Chyba rzeczywiście tak.

Justyna: Jak zachęciłabyś osoby, by przyszły na ten spektakl?

Dorota: Wydaje mi się, że jest wartościowy, bardzo, pomijając to, że jest psychologicznie wartościowy, bo można się zastanowić co powoduje ludźmi, że nagle coś takiego strasznie niedobrego w nich wstępuje. Mnie się wydaje, że to jest pięknie pokazany dramat kobiet, które przestają sobie radzić z rzeczywistością i z jakimiś tam sytuacjami, i jak potrafi zawieść psychika, i jak w gruncie rzeczy się to często zdarza. My na co dzień sobie aż tak do końca tego nie uświadamiamy, ale jakby zgłębić temat, to tego jest dookoła mnóstwo i warto myślę poświęcić temu chwilę zadumy, zwłaszcza w tych naszych strasznych, zagonionych, trudnych, dziwnych czasach. Mimo, że on porusza tak dramatyczne i tak okrutne sprawy, to jest potraktowany lekko, wydaje mi się, ten temat. Są piękne piosenki z bardzo przystępnymi tłumaczeniami, są wartkie dialogi, bywa też zabawnie i to nie raz, nie dwa. Zabawnie to może za duże słowo, bo tak raczej może ironicznie i absurdalnie, ale można się uśmiechnąć, gdzieś tam z przymróżeniem oka pewne te sytuacje są pokazane. Ja oczywiście jestem nieobiektywna, bo występuję w tym spektaklu, ale wielu moich znajomych go widziało, od wielu ludzi, również nieznajomych, mam takie komunikaty zwrotne, że naprawdę warto go zobaczyć. Mi też się wydaje, że warto. Gdybym ja wiedziała, że jest taki spektakl, to na pewno bym na taki spektakl poszła.

Justyna: Czy spektakl jest skierowany głównie do kobiet?

Dorota: Właśnie w ogóle! Nie, on jest bardzo uniwersalny, bo i do starych i do młodych, i do kobiet i do mężczyzn. Może nie bardzo do dzieci (śmiech), chociaż dwunastolatków miewaliśmy na widowni i nie było problemu właściwie. Wydaje mi się, że jest to tak uniwersalny i tak dotykający w gruncie rzeczy psychikę każdego z nas temat, że wiadomo jak się mówi, że jak coś jest dla każdego to jest dla nikogo - ale nie w tym przypadku. Oczywiście, trzeba mieć też pewien rodzaj wrażliwości na takie ludzkie, psychiczne zawirowania, ale właśnie to wystarczy, że ktoś ma zamiłowanie do muzyki - to już ten spektakl się sprawdzi, jak ma zamiłowanie do teatru - tym bardziej, jak ma zamiłowanie do psychologii, do takich społecznych rozważań filozoficznych - też bardzo dużo jest tutaj do zaoferowania, więc naprawdę bardzo wiele osób może skorzystać z jakości tego przedstawienia.

Adam Streżyński: Jak się przygotowywałaś do tego spektaklu, do tej roli?

Dorota: Mieliśmy taki strasznie trudny okres przygotowań, bo na miesiąc przed premierą, czyli w tym najgorętszym okresie, reżyser wylądował w szpitalu, więc bardzo dużo pracowałyśmy same nad wieloma aspektami tego spektaklu. Wszystkie zresztą tak się przygotowywałyśmy, że czytałyśmy biografię tych Pań, próbowałyśmy zgłębić jakby i zastanowić się co i dlaczego którą z nich powodowało. Tak naprawdę to ja rolę miałam jedną do przygotowania, taką zasadniczą, tej Susan Atkins, bo tam jest i monolog do powiedzenia i taka postać jakby, która wypływa z monologu w śpiewanie i tam było naprawdę i psychologicznie i warsztatowo dużo do popracowania, i to było dla mnie wspaniałe, wielkie, wielkie doświadczenie. Rzeczywiście bardzo tragiczna postać, ta osoba, natomiast już Brenda Spencer, to w ogóle nie miałam problemu z przygotowaniem tej roli, bo to taka dziewczynka, a ja rzeczywiście po warunkach nie mam problemów (śmiech). Wystarczyło, że wyszłam, powiedziałam, zaśpiewałam i jestem wiarygodna w takiej roli. Bardzo, bardzo ciekawe doświadczenie, ja się bardzo cieszę, że w tym gram (śmiech).

Rozmowa z aktorką Dominiką Łakomską:

Justyna Baran: W spektaklu wcielasz się w kilka postaci. Z którą najbardziej się utożsamiasz?

Dominika Łakomska: Gdybym miała wybrać tylko jedną z postaci to ten spektakl mógłby być niebezpieczny. On traktuje o takich rzeczach ostatecznych, o momencie kiedy ta czerwona lampka, którą każdy kierujący się moralnymi zasadami ma w mózgu, powinna się zapalić, a ten spektakl jest o osobach, którym się ta czerwona lampka nie zapala, albo się przepaliła z różnych względów. To są też historie prawdziwych morderczyń, jak w przypadku morderczyni, aktorki, Susan Atkins. Ona była w bandzie Charlesa Mansona i zabiła na przykład żonę Polańskiego. Nie wiem czy słyszeliście o tym słynnym mordzie, ona była w ciąży i ją zasztyletowano. Także jest taka historia… Jest też historia dziewczynki, która pewnego, pięknego dnia zaczęła strzelać z okna zabijając swoich kolegów. “Tell me why I don’t like Mondays” jest taka słynna piosenka, którą pewnie znacie.
My nie odpowiadamy na pytania dotyczące motywu, dlaczego ktoś coś takiego zrobił. My pokazujemy do jakich stanów człowiek zostaje doprowadzony, ale ich nie tłumaczymy w żaden sposób, taki pedagogiczny. Nie mówimy czy to jest dobre, czy złe, nie grzebiemy w tych postaciach w taki sposób żeby się dokopać dlaczego to się stało. Ja myślę, że to dlaczego tak się stało często wynika z historii, którą w skrótowy sposób opowiadamy przed piosenką. Są takie minimonologi, które mogą widza wprowadzić w temat i uświadomić dlaczego ktoś mógłby się posunąć do tego typu czynów, ale myślę, że na takie pytanie też trudno znaleźć odpowiedź, bo to są dla człowieka, który postępuje w sposób prawy w życiu, pytania, na które nie ma odpowiedzi. Można tylko zatrzymać się na pytaniu “dlaczego?”.

Moje postacie są fikcyjne akurat w tym spektaklu, to nie są postacie oparte na faktach i powiem szczerze, że to mi oczywiście dawało dużo większą przestrzeń w kreowaniu tych postaci, bo nie musiałam mierzyć się z legendą, niechlubną, tylko puściłam wodze wyobraźni i tego co do tej pory zobaczyłam, usłyszałam, doświadczyłam też. To jest też taki spektakl ciekawy do grania dla aktorek, ze względu na to, że ciężko się do niego zebrać, ciężko przyjechać i wejść w tę energię, ale zawsze po spektaklu mamy ogromną radość z tego, że go zagrałyśmy i czujemy taką moc, taką moc płynącą ze sceny. Widzimy to zresztą po twarzach widzów. Zdarzają się sytuacje, że ludzie wychodzą ze spektaklu, nie wytrzymują na przykład napięcia i są takie sceny, które ludzi po prostu bardzo bulwersują.

Ja wkładam ten spektakl w taką charakterystykę rzeczy, które mam do robienia i są trudne, ale przynoszą dużo satysfakcji i to często tak w życiu w ogóle jest, że coś w co trzeba włożyć dużo wysiłku i pracy, daje dużo większe efekty. I to jest przykre, że tak jest i to jest smutne, ale mam wrażenie, że z tego się składa nasze życie, że jest ten awers i rewers, czarne i białe, jest dobro i zło, i my często tego zła widzieć nie chcemy. Ten spektakl jest o złu, po prostu. Ono jest czasami wręcz groteskowe, to zło i jest śmieszne, zabawne, wzruszające. I myślę, że można wyjść z taką refleksją po tym spektaklu, że tak jak dobro ma wiele odcieni tak i zło mieni się barwnie i najbardziej płytką rzeczą jaką można zrobić, to powiedzieć, że zło jest złe, a dobro dobre. Tak jak powiedziałam, to są dwie strony tego samego medalu, z tego się składa życie, z tego yin i yang, z uzupełnienia. To takie refleksyjne, można przyjść i poczuć tą drugą stronę i upewnić się w tej pozytywnej, dobrej, a tej złej naprawdę, mówię to z własnego doświadczenia, nie chce się wierzyć, nie chce się wiedzieć o tych negatywnych rzeczach. Wiecie oglądamy wiadomości, niby słyszymy co się dzieje, ale prawdę mówiąc gdyby do was dotarło co się naprawdę dzieje, że dzieci co chwilę umierają w Afryce na przykład, to myślę, że żaden wrażliwy człowiek by tego nie wytrzymał. My musieliśmy sobie stworzyć taką barierę ochronną, więc często nie chcemy dostrzegać tego zła dookoła. Tu się z nim konfrontujemy.

Justyna: Odnośnie tytułu, dlaczego “monsters”?

Dominika: Też przewrotnie, zresztą sami zobaczycie, że czasami te kobiety są potworami, a czasami wcale nie. Czasami są wrażliwe, piękne, delikatne, zmuszone można powiedzieć przez sytuacje życiowe do takich a nie innych wyborów. Oczywiście, że każdy człowiek posiada wolną wolę i tym się różnimy od zwierząt jak wszyscy wiedzą, ale życie nie jest jednowymiarowe, dzieje się na różnych płaszczyznach i myślę, że bywają sytuacje ekstremalne w życiu gdzie tych naszych norm nie można przełożyć jeden do jednego. I to są takie sytuacje, dlatego “monsters” (śmiech), bo co to jest potwór tak naprawdę? Potwora się często boimy, a nic o nim nie wiemy, prawda? To są potwory w naszym życiu, a często jak się zmierzymy z potworami, demonami - można to różnie nazywać - w życiu, czy w nas samych, to się okazuje, że strach ma tylko wielkie oczy. Myślę, że to też o tym spektakl.

Adam Streżyński: Czy trudno jest odgrywać kilka ról w jednym spektaklu?

Dominika: Tutaj często posługujemy się formą, czyli jakiegoś rodzaju przegięciem w temacie, żeby bawić się na przykład przez łzy albo odwrotnie. Tu są takie sytuacje, że czasami myślę, że to jest podane w lekkiej formie i pod koniec jakiegoś utworu uśmiech nam zastyga nagle na twarzy, bo reflektujemy się, że w zasadzie nie ma się z czego śmiać, że to nie jest zabawne, więc ta forma nas też w pewien sposób chroni, bo ja wiem, że muszę od A do Z wejść, na ile tam się rozbrykam w trakcie to moje, ale mam okrojone ramy, za chwilę wychodzę i jestem już kimś innym. I to jest tylko kwestia mam wrażenie chwycenia tego na początku, tej konwencji, a później to już zabawa w to. Nie umiem wartościować czy to jest łatwiejsze czy trudniejsze, to jest po prostu inne. Trzeba na pewno dużej elastyczności, żeby sobie przeskakiwać w te różne tematy.

Adam: Czy w związku z tym, że bohaterami są kobiety morderczynie, spektakl skierowany jest głównie do kobiet?

Dominika: (Śmiech) Nie wydaje mi się, żeby reżyser tworząc ten spektakl chciał dokonać jakiegokolwiek podziału. Dla mężczyzn jest on ciekawy, bo ukazuje naturę kobiecą, do której często mężczyźni nie mają dostępu, w tym sensie, że nie chcą jej po prostu widzieć. Dla kobiet myślę, że jest to o tyle ciekawsze, że ten spektakl ma jakiś wspólny mianownik, mianowicie taki rodzaj uciemiężenia przez mężczyzn. Tutaj to jest długa historia, jak sami wiecie, od czasów prehistorycznych się to ciągnie i tak naprawdę dopiero w ostatnich czasach, w ciągu kilkudziesięciu lat, następuje jakaś emancypacja, przewartościowanie w życiu i kobiety zaczynają czuć, że mogą więcej niż do tej pory mogły. On też traktuje o takich schematach, w których ciągle żyjemy, mimo wszystko, mimo emancypacji, bo my żyjemy w Warszawie, a są małe miasteczka i są wsie gdzie, jak doskonale wiecie, ciągle jest patriarchat i ciągle mężczyzna jest silniejszy i on ma coś więcej do powiedzenia. Mam wrażenie, że ten spektakl jest też o tym, że jesteśmy bardzo zagubione we współczesnym świecie, że z jednej strony zyskujemy siłę i dążymy do tego żeby być wolnymi, a z drugiej strony nie radzimy sobie z tym wszystkim co dostajemy. A jeszcze jest jedna strona, taka, że mężczyźni nie mogą się w tym wszystkim odnaleźć, w związku z czym dochodzi do brutalnego zderzenia rzeczywistości z marzeniami, z fantazjami, z tym czego chcemy, a co dostajemy. Kobiety są silne, chcą same decydować o sobie, mężczyzna w tym momencie czuje, że jest bezużyteczny i nie znajduje swojego miejsca i tak to się wiecie mieli. Ja też prywatnie to sobie obserwuję i myślę, że żyjemy w bardzo ciekawych, ale i trudnych czasach. Jedni i drudzy zresztą, i kobiety i mężczyźni.

Justyna: Jak zachęciłabyś widzów do zobaczenia tego spektaklu?

Dominika: To co mnie interesuje kiedy idę do teatru i chcę zobaczyć spektakl, to po pierwsze aktorzy, a tutaj mamy cztery aktorki, które są bardzo silnymi osobowościami i każda z nas emanuje zupełnie innym rodzajem energii ze sceny, co jest bardzo często podkreślane przez widzów. Moje trzy koleżanki są genialnymi wokalistkami i warto na pewno posłuchać po prostu ich głosu, bo one przepięknie śpiewają. Po wtóre idę dla tematu, więc jeżeli chciałabym z ciekawości zobaczyć co się kryje za tytułem „Monsters…” i co się kryje w spektaklu, który traktuje o czterech morderczyniach, dlaczego ktoś zrobił taki spektakl, po co, to na pewno chętnie bym przyszła i byłabym zadowolona, że uchyliłam choć rąbka tajemnicy, a ten spektakl daje taką możliwość.

Autorzy: Justyna Baran, Paulina Łoszczyk, Adam Streżyński

QR CODE

Wypowiedz się


 

Lista Kategorii:­ • Animacje­ • Biznes­ • Film­ • Kuchnia­ • Kultura­ • Moda­ • Motoryzacja­ • Muzyka­ • Nauka­ • Polityka­ • Recenzje filmów­ • Reklama­ • Religia­ • Reportaż­ • Rozrywka­ • Sport­ • Turystyka­ • Wiadomości­ • Zdrowie i uroda

REKLAMA

TV Południe:

Misja Zespół Oferta Kontakt

Partnerzy:

Bezpłatny biuletyn: